Chcecie wrażeń z koncertu Pure Reason Revelation i Porcupine Tree 7.7.2007…proszę :)

Posted in koncerty ze znacznikami, , , , , on grudzień 15, 2007 by Chorus

With ears to the walls - their wings in my eyes…
Pure Reason Revelation - przygodę z tym zespołem toczę już od roku, słucham, wędruję w przestrzeni, odkrywam i znów słucham tak PRR to cynamon na moje kubki smakowe w uszach!!!
Więc co może zmienić koncert gdy zespół jest już we mnie na topie - zobaczmy!!!

Wyszli, ale fajnie wyglądają hehe jak aktorzy z filmu Trainspotting, jak bym był na koncercie brytyjskiej kapeli Under The Gun rozczochrane fryzurki, brudne dżinsy, wytarte skórki.
Na początku to nawet nie mogłem skojarzyć gdzie się ustawiła Chloe Alper.
Dobra grają, Chloe zaczęła śpiewać więc mogłem ją chorusowo - sokolim okiem zlokalizować, a swoją drogą szkoda że w niej na scenie oprócz pięknego przenikliwego głosu tak mało kobiecości (jej wokal mrrrrrr) po koncercie gdy do niej podszedłem zadać kilka pytań odchyliła zasłoniętą twarz kruczymi włosami i ukazała piękno swojej skromnej angielskiej urody :) mrucząc coś do mnie yyyy nie zrozumiałem odpowiedzi (chyba jeszcze nie przywykła do wnikliwych spojrzeń przystojnych fanów :) a głos jej drżał jak nastolatce która pyta się dorosłych mężczyzn “przepraszam pana która godzina”
Wracamy do koncertu, grają kolejne utwory rozpływam sie w zachwycie wiję na barierce, wzrok mi się mąci (nie tylko od PRR :) ) z każdym utworem grają coraz głośniej i głośniej - ale o co chodzi że tak powiem, przecież Hala Wisły nie nadaje się na koncert o dobrym brzmieniu i nagłośnieniu, a tu z każdą minutą jest coraz głośniej,(Bullitts Dominae na mój mózg) soczyściej i coraz lepiej uhhh
Im dalej brnąłem w muzyczną otchłań PURE REASON REVELATION tym bardziej chciałem więcej i jak występ się skończył poczułem się jak alkoholik któremu właśnie zabrano półlitrówkę, albo nałogowy palacz (bo tylko tacy istnieją) któremu wyrwano ostatnią fajkę z ust…ogarnął mnie narkotyczny głód - jak ja się pozbieram…ehhh…

Byłem w życiu na blisko 100 koncertach zagranicznych kapel i pierwszy raz zdarzyło się, że suport miał nagłośnienie godne SUPER GWIAZDY, a nie tylko gasnącego PULSARA.
Przypomniały mi się od razu wspomnienia z GAZPACHO na Marillion w 2004 roku. Zespół dziś Gwiazda pierwszej wielkości, ale na koncercie Marillion został olany przez realizatora, więc co miałem zrobić skoro do mnie trafiały strzępy muzyki, też ich olałem.
Lecz w sobotę było zupełnie inaczej realizator po części sprawił, że odurzyłem się Pure Reason Revelation rewelacyjnie, czysto i na zawsze (jak to z rewolucjami bywa czyt. kubańską)

W czasie przerwy byłem trzepnięty i to zdrowo…hm…jak ja zaakceptuję Porcupine Tree po takich przejściach.

Miałem tego nie pisać na początku relacji z koncertu Porcupine Tree ale nie mogłem się powstrzymać więc piszę.
To już mój czwarty koncert PT i na każdy zjawiałem się po coś konkretnego, usłyszeć wyśnione sny.
Tym razem była chęć usłyszenia na żywo moich ulubionych utworów z FOABP czyli Anesthetize i Sentimental, reszta miała być tłem i wypełnieniem oraz powtórką z poprzednich koncertów.
Jakież było moja zaskoczenie, gdy to wspomniane utwory nie zrobiły na mnie większego wrażenia, co ja gadam spłynęły po mnie jak dyszcz po mojej letniej kurtce.
To utwory które dotąd mnie nie porywały wręcz powiedziałbym nudziły zrobiły największe wrażenie i wgniotły me ciało pozbawione tkanki tłuszczowej w barierkę…oj…boleśnie.
Way Out of Here i Sleep Together były dla mnie przeciętnymi utworami na płycie FOAB (not anymore remember, remeber the 7th of 7th and 7)… przerwa

Stoję jak skarcone dziecko, coś ty głupcze myślał że FOAB to Anesthetize i Sentimental no no no.

Druga część standard nowych czasów Lightbulb Sun, już go słyszałem na koncercie więc się nie podniecam, teraz utwór którego myślałem że nie lubię Open Car i co znów dostałem ścianą pięknych dzwięków po uszach mrrrrr…o co chodzi czy ja nie umiem w domu słuchac PT nie wiem.
Tak było tego wieczoru jeszcze ze trzy razy, za każdym razem dostawałem coś czego się nie spodziewałem (cały czas z szerokim uśmiechem na ustach)
Dziękuję ci Mr. Wilson za to że jesteś ze mną od dziesięciu lat, na Ciebie mogę zawsze liczyć.
Nie zawodzisz mnie jak ruska farelka po czwartym użyciu, co już tylko rzęzi a nie grzeje.
SW będzie mnie rozgrzewał do czerwoności do końca moich muzycznych pejzaży ( i wiem że i was mocno grzeje ) :)
Kończę bo ktoś puka do drzwi…hm…głośnika…a to pan panie Wilson dzień dobry, co słychać??

P.S.1 chcę nadmienić że podczas koncertu wielu z was bywalców last.fm spotkało się ze mną, bądź stało obok mnie ( wymienię tych co pamiętam bratMario, glass_arm, significance, Black_Pearl_, gwizdek, Joeanna, ppinki, fripper, DrownWithMe, kourinthellama, st_przemek )
Do zobaczenia na kolejnych koncertowych muzycznych pejzażach…

P.S.2 to są tylko fragmenty mojego reportażu penetrującego ponieważ w całości jest wiele osobistych uwag które mogłyby trafić na niezrozumienie bądź zrozumiałe dwuznacznie, więc cieszcie się tym co napisałem dla wszystkich i dla każdego z osobna

wasz dzielny CHORUS… :)